sobota, 18 maja 2013

126. LUŚKA NA PLANECIE DZIECKO

WYDAWNICTWO: PSYCHOSKOK
DATA WYDANIA:   6 grudnia 2010
LICZBA STRON: 180
ISBN: 978-83-931865-0-1
 
Tytułowa Luśka to młoda kobieta, która ma wszystko, czego potrzeba. Dobrą pracę, mieszkanie, chłopaka i przyjaciółkę. Czuje się spełniona w swoim życiu. Mimo, że w jej otoczeniu dużo mówi się na temat dzieci Luśka nie ma potrzeby bycia matką. Jednak los decyduje za nią inaczej.
„Luśka na planecie dziecko” to opowieść młodej kobiety o tym jak to jest w ciąży. O tym jak tytułowa bohaterka dowiedziała się o stanie błogosławionym i co później działo się w jej życiu. Książka ta napisana jest w lekki, zabawny sposób. Okraszona jest śmiesznymi obrazkami. To, co mnie zaskoczyło w tej książce to wywiady – porady dla przyszłych mam, przeprowadza je Paulina Holtz. Znane osoby, m.in. z Beatą Tyszkiewicz, Reni Jusis, Beatą Tadlą, Sylwią Chutnik. Porady te dotyczą ubrań, wyprawki, seksu, szkoły rodzenia porodu.
„Luśka na planecie dziecko” to świetny pomysł na poradnik i rewelacyjna książka. Ja bardzo żałuję, że nie miałam jej, gdy byłam w ciąży. Z pewnością byłaby mi bardzo pomocna. Dzięki niej nie błądziłabym jak dziecko we mgle. Zawiera wiele adresów stron internetowych, sklepów, ośrodków wypoczynkowych zakupów przez Internet a nawet przyjaznego radia.
Polecam z całą stanowczością.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU PSYCHOSKOK. 


wtorek, 14 maja 2013

KRYZYS

Dziewczyny kryzys mam. Nie mogę zmusić się do napisania recenzji. Książki się czytają tylko pisać się nie chce. Mam nadzieję, że to chwilowe. Pozdrawiam Was wszystkie


czwartek, 9 maja 2013

ZAPOWIEDŹ WYDAWNICTWA LITERACKIEGO + WYWIAD Z AUTORKĄ KSIĄŻKI

Niewierność jest powszechna, ale nie staje się znośna

Gdybym kiedykolwiek przyłapała męża na zdradzie, chciałabym
podejść do tego z angielskim poczuciem humoru i francuskim
pragmatyzmem. Ale może skończyłoby się na typowo amerykańskim
załamaniu nerwowym.
                                                                  - mówi Pamela Druckerman

Zjeździła pół świat, żeby zbadać jak mieszkańcy różnych kontynentów reagują
na niewierność i dlaczego decydują się na zdradę. Swoje obserwacje spisała
w książce „Dlaczego zdradzamy”, tworząc bardzo szczególny atlas… niewierności.
Opowiada w nim Japonkach, które jako jedyne kobiety na świecie nie mają nic
przeciwko romansom swoich mężów i o pewnej Afrykance z RPA, która goniła
swojego mężczyznę po ulicach miasta z patelnią w dłoni, bo wpadła w szał na wieść
o jego niewierności.



WYWIAD Z PAMELĄ DRUCKERMAN AUTORKĄ KSIĄŻKI "DLACZEGO ZDRADZAMY"



Niewierność  - powszechna, ale nie znośna

Zjeździła pół świat, żeby zbadać jak mieszkańcy różnych kontynentów reagują na niewierność i dlaczego decydują się na zdradę. Swoje obserwacje spisała w książce „Dlaczego zdradzamy”, tworząc bardzo szczególny atlas… niewierności. Amerykańska dziennikarka, Pamela Druckerman opowiada dlaczego zainteresowała się tematem zdrady.


Czy zdarzyło ci się podczas zbierania materiałów do książki „Dlaczego zdradzamy” lub w codziennym życiu, że brałaś stronę zdradzających?

Pamela Druckerman: W książce nie biorę strony ani zdradzających, ani zdradzanych. Jest to dziennikarskie badanie reguł rządzących niewiernością w różnych krajach i kulturach na całym świecie. Staram się spojrzeć na tę kwestię z najróżniejszych perspektyw i zobaczyć, czego mogę się w ten sposób dowiedzieć.

Zdrada to jedna z rzeczy, które – jak nam się wydaje - przytrafiają się tylko nieznajomym. Czy zdrada dotknęła cię kiedyś bezpośrednio, dotyczyła znajomych lub bliskich?

– Myślę, że nie ma rodziny, której nie dotknęłaby niewierność, w tej czy innej formie. Dlatego zdrada to taki ciekawy „grzech” – bo niezwykle powszechny.

Co było pierwsze: podróże i zasłyszane w ich trakcie historie o zdradzie, czy może pomysł na książkę, którego efektem stały się podróże?

– Po raz pierwszy zaczęłam zastanawiać się nad kulturowym aspektem wierności, kiedy byłam korespondentką zagraniczną w Ameryce Łacińskiej. To, jak ludzie mówili tu o kwestii zdrady, bardzo różniło się od tego, do czego byłam przyzwyczajona. Akurat wtedy w USA wybuchł skandal z Clintonem i Monicą Lewinsky. Wyglądało na to, że my, Amerykanie, jesteśmy gotowi odwołać prezydenta z powodu jego pozamałżeńskiego związku. Chciałam zrozumieć, z czego to wynika. Szczególnie zainteresowała mnie amerykańskie podejście do kwestii niewierności zawarte w haśle: „Nie sam seks jest istotny, tylko te kłamstwa”.

Która z zasłyszanych i opisanych w książce opowieści o zdradzie najbardziej cię zaskoczyła?

– Japonia była jedynym miejscem na świecie, gdzie spotkałam kobiety, które nie miały nic przeciwko romansom mężów. W Afryce subsaharyjskiej, gdzie wskaźniki deklarowanej niewierności wśród mężczyzn są najwyższe na świecie, poznane przeze mnie kobiety były wyprowadzone z równowagi, kiedy odkrywały zdradę partnera. Pewna kobieta z RPA opowiadała mi, jak goniła męża po ulicy wymachując patelnią. To, że niewierność jest powszechna, nie znaczy, że staje się znośna.

Jesteś Amerykanką, wyszłaś za Anglika, mieszkasz we Francji. Reakcja na zdradę której z tych narodowości jest ci najbliższa?

– Gdybym kiedykolwiek przyłapała męża na zdradzie, chciałabym podejść do tego z angielskim poczuciem humoru i francuskim pragmatyzmem. Ale może skończyłoby się na typowo amerykańskim załamaniu nerwowym.


wtorek, 7 maja 2013

125. MAŁŻEŃSTWO (NIE) MILE WIDZIANE


WYDAWNICTWO: E-BOOKOWO
DATA WYDANIA:  12 czerwca 2012
LICZBA STRON: 164
ISBN: 978-83-7859-007-1
 
Ja wiem, że sama prosiłam o tę książkę do recenzji. Zaintrygował mnie tytuł „Małżeństwo (nie) mile widziane” oraz jej opis. Ale niestety pomyliłam się.
Kobieta, trudno wyczuć, w jakim wieku, bardzo religijna, poszukuje partnera. W tym celu loguje się na różne portale randkowe np. sympatia i tam poznaje mężczyzn, wymienia z nimi korespondencję a także umawia się na spotkania. I właśnie cała książka polega na opisywaniu poszczególnych partnerów, szczegółów spotkań. Bywa, że jest ich kilka w tygodniu i każde z innym partnerem.
Powiem tak, spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Właściwie to nie wiem, czego, ale na pewno nie tego, co w niej przeczytałam. „Małżeństwo (nie) mile widziane” to książka, która mnie bardzo zmęczyła i znudziła. Przeczytałam ją do końca, bo nie lubię zostawiać niedoczytanych książek. Być może niewłaściwie ją zinterpretowałam. Ale wydaje mi się, że autorka nie miała nic do przekazania tą książką. Nie wypływa z niej żadne przesłanie. Po prostu opisywany jest dzień po dniu jak w pamiętniku dziewczynki z podstawówki.
Bardzo mi się nie podobała ta książka. Ale nie będę jej nikomu odradzać. Należy ją przeczytać by się przekonać co miałam na myśli. A nuż komuś się spodoba. Przecież nie każdemu podoba się to samo. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości WYDAWNICTWA EBOOKOWO

piątek, 3 maja 2013

124. GOTUJ Z JULIĄ


WYDAWNICTWO: LITERACKIE
DATA WYDANIA:  2011
LICZBA STRON: 252
ISBN: 978-83-08-04683-8
 
 
Bardzo chciałam mieć tę książkę i bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Literackie zechciało mi ją udostępnić. Jest rewelacyjna. I mimo, że to tylko przepisy oczarowała mnie. Super wydana, z ozdobnikami. Podzielona jest tematycznie na zupy, sosy, sałatki, mięso, dania z jaj itp. „Gotuj z Julią” bardzo przypadła mi do gustu. Szczególnie to, że proporcje składników nie są podawane w gramach czy dekagramach tylko normalnie: w łyżeczkach, szklankach itp. Dzięki temu nie trzeba mieć pod ręką wagi kuchennej czy przelicznika wag. Oprócz konkretnych przepisów w książce można znaleźć wiele cennych rad na nurtujące młode gospodynie tematy, takie jak: upiec mięso, ugotować ryż czy warzywa, ubić pianę z białek czy nawet jak umyć przypalony garnek.
Ja osobiście zamierzam wypróbować przepisy Julii i mam nadzieję, że dzięki jej poradom uda mi się to doskonale.
Estetyczna, przejrzysta, z zabawnymi rysunkami, ważne informacje wyróżnione tłustym drukiem. Na końcu książki znajduje się słowniczek kulinarny a także spis sprzętów, jakie powinny znaleźć się w każdej kuchni.
„Gotuj z Julią” Julii Child polecam wszystkim. Będzie doskonała na prezent ślubny, ale nie tylko.

  Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU LITERACKIEMU
 
 

środa, 1 maja 2013

123. BALLADA O CIOTCE MATYLDZIE


WYDAWNICTWO: NASZA KSIĘGARNIA
DATA WYDANIA:  2013
LICZBA STRON: 304
ISBN: 978-83-10-12235-3
 
To kolejna książka Magdaleny Witkiewicz, która zagościła na mojej półce i stwierdzam, że jest ona najlepszych z dotąd przeze mnie przeczytanych. Powiem szczerze, ja w „Balladzie o ciotce Matyldzie” zakochałam. Jest to historia Joanny, która bardzo szybko musiała stać się dorosła. Gdy była nastolatką jej rodzice zginęli w wypadku. Nie chciała przeprowadzić się do jedynej krewnej. Mieszkała sama a ciotka Matylda wspierała ją z daleka. Często do siebie dzwoniły, pisały listy, czasem się odwiedzały. Były dla siebie bardzo bliskie, znały swoje wszystkie tajemnice. No prawie wszystkie.
Joanna radzi sobie całkiem nieźle. Zdaje maturę, kończy studia. Po nich spotyka miłość swojego życia – Piotra. Jest on prawie idealny. Jego jedyną i najważniejszą wadą jest to, że prawie go nie ma w domu. Jest badaczem Nunataków j jeździ na bardzo długie wyprawy. W domu jest może miesiąc w ciągu roku. Nie ma go przy Joannie nawet wtedy, gdy rodzi ona swoje pierwsze dziecko i gdy umiera ukochana ciotka Matylda. Ale nic to Joanka jakoś sobie radzi. Po śmierci ciotki dziedziczy dość specyficzny spadek: udziały w zyskach „piekarni”, która okazuje się sexshopem. Dzięki ciotce zyskuje także wspaniałych przyjaciół w postaci Olusia, przemycia i Patrycji. I niby wszystko jest w porządku i układa się po myśli wszystkich, ale… okazuje się, że Piotr oprócz Nunataków badał również swoją koleżankę po fachu i będą mieli dziecko.
Oj jakże przesympatyczna jest ta książka. Nieraz uśmiałam się przy niej do łez, zezłościłam, a nawet zamyśliłam. Autorka w sposób bardzo łagodny i delikatny a zarazem cudowny ukazuje nam temat śmierci, przemijania i tęsknoty za kimś, kto już nie wróci. Ukazuje nam też prawdziwą przyjaźń, taką, która zdarza się bardzo rzadko, ale trwa do końca życia. Gdzie przyjaciele się wspierają, mogą zawsze na siebie liczyć, niekiedy nawet potrafią sobą potrząsnąć.
Miłość na odległość, zdrada, a później życie w samotności też bardzo ciężki orzech do zgryzienia. Ale Magdalena Witkiewicz udowadnia nam, że mimo wszystko nie należy się załamywać, poddawać. Trzeba walczyć o siebie, o swoje marzenia i pragnienia. Nie trzeba żyć tylko dla innych, ale przede wszystkim dla siebie.
Dawno nie wpadła mi w ręce tak wspaniała książka. Mimo, że jej główną bohaterką jest Joanna to dla mnie jest ich dwie. Drugą jest ciotka Matylda, która umarła, dosyć wcześnie, krążyła jako dobry duch w całej powieści. „Balladę o ciotce Matyldzie” polecam każdemu jako numer jeden. A ja bardzo chciałabym ją obejrzeć zekranizowaną. 

Za możliwość przeczytania książki z całego serca dziękuję AUTORCE I WYDAWNICTWU NASZA KSIĘGARNIA.