WYDAWNICTWO: MG
DATA WYDANIA: 6 marca 2013
LICZBA STRON: 300
ISBN: 9788377791233
Ludmiła wiedzie ustabilizowane
życie. Z Wojtkiem układa jej się całkiem nieźle, udaje jej się wreszcie dogadać
z Martinem, który ma nową partnerkę i chyba to jest główną przyczyną ich
lepszych stosunków. Zdarza się czasem, że nawet spotykają się we czwórkę na
wspólnym obiedzie lub po prostu od tak. Tworzą tzw. Pacz workową rodzinę.
Ludmiła żyje sobie spokojnie na swojej wsi. Oddaje się swoim pasjom:
pisze, odnawia stare meble, dba o ogród, zaczęła dbać o siebie i ćwiczy jogę.
Sprawia jej to wiele satysfakcji. Dzięki
ojcu Martina, z którym się przyjaźni poznaje nowych znajomych, nowe, piękne
miejsca. Z czasem niektóre znajomości przeradzają się w przyjaźnie. Dzięki Ruth
Ludmiła poznaje bardzo interesującą i piękną historię miłosną. Niestety w „prowincji
pełnej smaków” nie wszystko jest kolorowe. Na kartach tej powieści przewija się
smutek, zwątpienie, chęć rzucenia wszystkiego w diabły dla świętego spokoju.
W książce tej autorka bardzo skupia się na jedzeniu. Pisząc o nim robi
to z niezwykłym namaszczeniem. Wręcz możemy sobie wyobrazić jak smakuje
opisywana potrawa. Nawet, jeśli to zwykły rosół w opisie Kasi Enerlich jest on
magiczny. Przepisy na kartach tej powieści to czysta poezja smaku. Wydobywane
są smaki i aromaty, o których do tej pory ja nie miałam zielonego pojęcia.
Wystarczy jedna przyprawa a już wszystko się zmienia. Dla mnie ta książka to
była cenna lekcja.
Ta książka jest bardzo spokojna, ustabilizowana i poukładana. O
miłości, przyjaźni odkrywaniu siebie i własnych pasji i uczuć. O akceptacji drugiego
człowieka z całym bagażem jego wad i zalet, dziwnych nawyków i przyzwyczajeń.
Z każdym tomem „Prowincji… „ coraz bardziej przekonuję się do książek Katarzyny
Enerlich. Coraz bardziej przyzwyczajam się do długich opisów, które miejscami
są znakomite. Przestała mi przeszkadzać skąpość dialogów. Książkę przeczytałam
jednym tchem, zaraz zabieram się za kolejną, która już czeka na półce, bo wiem,
że następna już się kończy pisać.






