środa, 14 października 2015

ZAPOWIEDŹ

21 października ukaże się kolejny tom opowieści o Ludmile Gold Prowincja pełna złudzeń.




Życie pełne złudzeń. Może właśnie po to czasami załamuje się w nim światło, byśmy na ekranie naszych marzeń zobaczyli tęczę?

Złudzenia bywają czasem siłą. Na tym polega niezwykłość tego świata, że w tym, co z pozoru błahe, efemeryczne i nietrwałe, znajdujemy na koniec oparcie dla następnych dni. Bohaterka kolejnego tomu powieści Katarzyny Enerlich już wie, że ma prawo do szczęścia, jak każdy z nas. Postanawia tym razem o to szczęście walczyć sama; nie zdając się już na łaskawe sploty wydarzeń. 

Wypełniona bolesnymi doświadczeniami, przekonuje się, że to, co przeżyła, jest w rezultacie jej siłą. Dzięki temu potrafi więcej rozumieć i więcej widzieć – bo po to właśnie w naszym życiu istnieją życiowe zakręty. Sztuka jogi, którą od lat uprawia, sprawia, że otwiera się na nowe życie i nowe myślenie. Horyzonty jej odczuwania poszerzają się, dzięki czemu zaczyna żyć coraz piękniej. 

Czy będzie to ostatni tom prowincjonalnej sagi zależy w dużej mierze od Was Czytelników, na razie Autorka pisze opowieść „odrębną”, choć jak zawsze związaną z jej regionem.

czwartek, 8 października 2015

Przepraszam

Coraz więcej osób zagląda na mój profil na FB. Mam coraz więcej polubień. A mnie jest tak bardzo głupio i wstyd bo dopadła mnie jakaś niemoc. Otwieram WORDa i nic. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Przepraszam Was z całego serca kochani. Wrócę do Was, mam nadzieję, że nastąpi to niebawem. 
Wiem, że wydawnictwa nie czytają takich bzdetów, ale gdyby któryś tu zajrzał to Was też przepraszam i proszę o cierpliwość. 


środa, 7 października 2015

POLECAM

Nastał czas gdy Nasze pociechy poszły do szkoły. Większość z Nich chodzi też na dodatkowe zajęcia, a my często wozimy je samochodem (ja na piechotkę śmigam bo się boję swojego samochodu). Bywa też tak, że czasami wieczorem nie mamy już siły na poczytanie Naszym dzieciom a i dzieci też nie są skore by poczytać same sobie (Mateusz czyta lekturę już drugi miesiąc). Ja znalazłam rozwiązanie. Biblioteka akustyczna to wydawca rewelacyjnych audiobooków których można słuchać zawsze i wszędzie.  Ja dziś polecę Wam dwie książki. Nie mogę dużo na ich temat powiedzieć bo jeszcze ich nie słuchałam. Ale samo nazwisko autorki sprawia, że wiem, że się nie zawiodę. "Dorosłe" książki Magdaleny Witkiewicz przeczytałam wszystkie. Teraz czas na te dwie "dziecięce".

 Lilka i spółka


Wymarzone plany wakacyjne Lilki i jej rodzeństwa legły w gruzach. Zamiast jechać nad jezioro do ukochanej ciotki Franki, lato spędzą w Jastarni, u Jadźki! A ciotka Jadźka jest straszna. Ma pypeć na nosie i każe pić syrop z cebuli oraz pokrzywy. Bez przerwy sprząta niewidzialne pyłki i pozwala jeść słodycze tylko w sobotę. Jakby tego było mało, ciągle pada deszcz i w tym samym czasie do ciotki przyjeżdża Wojtuś, który we wszystkim jest mistrzem świata. Po prostu koszmar! Lilka, Wiki i Matewka obmyślają więc plan, jak wyrwać się z Jastarni. Wkrótce jednak okaże się, że pobyt u znienawidzonej ciotki jest ich najmniejszym problemem…


Lilka i wielka afera 


Hurra, wakacje! Tym razem nic nie pokrzyżuje planów Lilki i Matewki. Wyjadą do Amalki do ukochanej ciotki Franki. W Amalce jest fantastycznie. Szkoda czasu na głupie rzeczy, na przykład jedzenie obiadu, rozpakowywanie się, sprzątanie, a nawet spanie! Wymarzone wakacje szybko okażą się jednak nieco inne, niż się spodziewali... A wszystko przez tajemniczych panów w garniturach i podejrzanego Johnny’ego, przez którego ciotka bardzo się zmieniła. Na gorsze oczywiście. Szczęśliwie Lilka i Matewka będą mieli wsparcie w mieszkającej po sąsiedzku Zosi i bliźniakach – Stasiu i Antosiu. Bez nich nie uporaliby się z tym wszystkim. A zapowiada się prawdziwa afera!

Chciałam Wam wstawić zajawkę ale nie wiem jak na blogu zamieszcza się pliki mp3. Niemniej jednak polecam z całego serca. Recenzje niebawem.

http://www.bibliotekaakustyczna.pl/

wtorek, 22 września 2015

242. BĘKART


WYDAWNICTWO: Novae Res
DATA WYDANIA: 30 maja 2015
LICZBA STRON: 260
ISBN: 9788379426164
 
 
 
Mateusz mieszka w dość nieciekawej dzielnicy Lublina. Wychowuje Go ulica. Ojciec to alkoholik, którego nic nie obchodzi. Matka żeby związać koniec z końcem pracuje na dwa etaty i nie ma czasu na wychowywanie synów. Mati od najmłodszych lat, z kluczem na szyi, obraca się w podejrzanym towarzystwie. Zdarza mu się kraść, oszukiwać, popala i popija po kątach. Wszystkiemu przygląda się młodszy brat Mateusza, który bierze z niego przykład a nawet jest od niego jeszcze gorszy. Młody ma dość swojego parszywego życia i marzy o wyjeździe za granicę.
Spotkania z tym wydawnictwem często były niewypałem. Ale postanowiłam dać mu kolejną szansę. Bardzo rzadko czytam książki napisane przez mężczyzn. Sama nie potrafię powiedzieć dlaczego. „Bękart” mnie bardzo zaskoczył, oczywiście pozytywnie. To bardzo mocna książka pełna uczuć i emocji, które długo w noc nie pozwalają zasnąć. Książka ta to niezwykle trafna analiza problemu, z jakim boryka się dużo ludzi, mówię tu o alkoholizmie. Autor dość dosadnym językiem pokazuje, w jaki sposób rozwija się ta choroba. Jej obraz jest niezwykle realistyczny, bywały momenty, że czytając czułam złość, bezsilność, niekiedy nawet obrzydzenie. Strasznie mi się podobała ta książka. Mateusz to wbrew pozorom bardzo mądry chłopak, który poważnie myśli o życiu. Nie pokazuje tego na zewnątrz. To kolejny przykład, że pozory mogą mylić i nie należy oceniać człowieka na pierwszy rzut oka. To książka o pięknej i silnej przyjaźni, o stwarzaniu pozorów dla innych, o niezwykłej determinacji i sile aby przetrwać w nieciekawym życiu. O budowaniu swojego świata i zamykaniu się w nim jak najczęściej.
Bardzo polecam tę książkę chociaż uprzedzam, że nie jest ona łatwa. Ale warto przeczytać, „Bękart” na długo zapadnie w Waszej pamięci. 

Książkę przeczytałam w ramach akcji POLACY NIE GĘSI I SWOICH AUTORÓW MAJĄ za co serdecznie dziękuję.  

poniedziałek, 21 września 2015

241. PO PROSTU BĄDŹ


WYDAWNICTWO: Filia
DATA WYDANIA: 07 października 2015
LICZBA STRON: 336
ISBN: 978-838075-032-6
 
 
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
 
 
 
 
Pola to najmłodsza córka swoich rodziców. Urodziła się im w bardzo późnym wieku. Z racji tego, że dwie starsze córki już dawno poszły na swoje, Magda – siostra Poli – ma nawet dzieci w jej wieku, rodzice liczą na to, że najmłodsza latorośl po ukończeniu szkoły średniej zostanie na gospodarce, a później ją przejmie. Mało tego, znaleziono dla dziewczyny już kandydata na męża i niemal ustalono datę ślubu. Nikt nie bierze pod uwagę faktu, że Pola może mieć całkiem inne plany na życie. Dziewczyna chce wyrwać się z zapyziałej wioski, chce studiować, nie chce skończyć tak jak jej siostra – z gromadką dzieci i mężem pijakiem. Składa dokumenty na wydział architektury i zostaje przyjęta. Mimo wyraźnych sprzeciwów rodziny postanawia wyjechać. Niestety od tej pory jest skazana wyłącznie na siebie. Rodziny już jakby nie miała, bo odważyła się postąpić wbrew ich woli. Jedyne oparcie daje jej dwójka przyjaciół, którzy są z nią w najtrudniejszych sytuacjach.
Tak. I co ja mam napisać o tej książce hm… Jest tak dobra, że nie wiem czy potrafię wyrazić to słowami. Nie wiem jak to się dzieje, ale każda kolejna książka Magdaleny Witkiewicz jest lepsza od poprzedniej. Przeczytałam ją niemal jednym tchem zarywając noc i tak nie mogłam się od niej oderwać, że nawet możliwość pogaduch z koleżankami zeszła na dalszy plan. Bardzo mi się spodobał podział w książce na części i na rozdziały. To sprawiło, że książka jest przejrzysta i czytelna. Każdy rozdział rozpoczynają słowa piosenki bardzo adekwatne do jego treści.
„Po prostu bądź” to książka nabuzowana wielką dawką emocji. Niemal od pierwszych stron wzrusza, sprawia, że nie można powstrzymać łez. Ale też złości, irytuje, powoduje chęć potrząśnięcia niektórymi osobami. Każe się zastanowić nad pytaniem: „czy naprawdę nie ma innego wyjścia tylko tkwienie w bagnie po uszy i obraza na cały świat?”. Kolejny raz Magdalena Witkiewicz w bardzo przystępny a zarazem dobitny sposób pokazała nam problemy, z którymi boryka się nasze społeczeństwo. Depresja, alkoholizm, tkwienie w związku bez jakichkolwiek perspektyw na przyszłość, odrzucenie tylko dlatego, że ktoś ma swoje własne zdanie, a wreszcie miłość gejowska to zagadnienia z jakimi mamy do czynienia na porządku dziennym. I nie czarujmy się, ale w większości przypadków nie potrafimy sobie z nimi poradzić.
Dla mnie to książka o miłości mimo wszystko i ponad wszystko. A może powinnam napisać o miłościach, z których jedna kończy się zbyt szybko a druga rodzi się bardzo powoli wśród niedomówień, niedopowiedzeń. O sztuce wyboru i o kompromisach. O przyjaźni, która potrafi góry przenosić i o rodzinie, która w porę potrafi przejrzeć na oczy.
Powiem Wam, że ta książka dała mi wiele do myślenia, zmieniła moje zachowania względem innych osób, ale też względem siebie. To książka o dziewczynie, która musi z dnia na dzień dorosnąć i mimo przeciwności losu chwytać się z życiem za bary nie jeden raz. O tym ile odwagi i determinacji musiała mieć w sobie by przeciwstawić się rodzinie i wbrew ich woli zawalczyć o siebie i o swoje marzenia. Mimo naprawdę ciężkich chwil Pola nie poddaje się, udowadnia, że warto postawić wszystko na jedną kartę. Mimo przeogromnej tragedii jaka ją spotyka potrafi być silna. Ale by się o tym przekonała trzeba było nią mocno potrząsnąć.
Chyba nikogo nie muszę namawiać do przeczytania tej książki. Nazwisko autorki mówi samo za siebie. Ja czytam jej książki w ciemno i jeszcze żadna mnie nie zawiodła. Witkiewicz pisze lekko, z dystansem, o sprawach bardzo trudnych. W taki sposób, że czytając „Po prostu bądź” zaczęłam przeżywać emocje na równi z główną bohaterką, jakbym była nią samą. To nie jest książka o niczym. Taki sobie romans na jedno popołudnie. Ta książka niesie ze sobą bardzo pozytywny przekaz, daje siłę do działania, nadzieję na lepsze jutro, odwagę do walki o siebie, o swoje uczucia, nawet, gdy w tej chwili nam jej brak. Nie pozwala nam się poddać w chwilach zwątpienia. I udowadnia nam, że nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma sytuacji bez wyjścia, takich, o których myślimy, że nie damy rady się z nich podnieść.  Nawet po najgorszej burzy wychodzi słońce a na niebie pojawia się tęcza.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję mojej ukochanej autorce. 
 

poniedziałek, 7 września 2015

WYNIKI ROZDAWAJKI

Dawno temu ogłosiłam rozdawajkę z książką "Cudze jabłka". Sierotka Zosia wylosowała Jolę. Gratuluję i proszę o kontakt.

czwartek, 27 sierpnia 2015

240. CUDZE JABŁKA



WYDAWNICTWO: Literackie
DATA WYDANIA: 27 sierpnia 2015
LICZBA STRON: 296
ISBN: 978-83-08-06002-5

RECENZJA PREMIEROWA


 
Ewa i Marek żyją jak pączki w maśle. Wypad za granicę by odpocząć, prywatna szkoła córki, ekskluzywny apartament, to dla nich nie problem. Marek tak dobrze zarabia, że Ewa nie musi pracować. W jednej sekundzie wszystko się zmienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Okazuje się, że jedna zbyt pochopna decyzja sprawiła, że Ewa i Marek stracili wszystko. Z dnia na dzień muszą opuścić mieszkanie. Dzięki temu, że Ewa ma domek letniskowy po rodzicach mają się gdzie podziać. Zupełnie przypadkiem na horyzoncie pojawia się dawna koleżanka Ewy ze szkolnych lat. Niby próbuje pomóc, znajduje Ewie pracę w hotelu, pomaga remontować dom jednak okazuje się, że ta „przyjaciółka” to wilk w owczej skórze. Brak pieniędzy powoduje konflikty i niedomówienia. Ewa nie przyznaje się, że pracuje w hotelu, jako sprzątaczka, Marek nie potrafi sobie poradzić porażką i zamyka się w sobie. Małżonkowie coraz bardziej się od siebie oddalają. Jak poradzą sobie w tej trudnej sytuacji? Musicie przeczytać i przekonać się sami.
„Cudze jabłka” to książka, którą czyta się jednym tchem. Już sama okładka zielona, z pięknie tłoczonymi literami zachęca do tego by zajrzeć do jej środka. Jak się zagłębi w losy Marka i Ewy to ciężko się od nich oderwać. To piękna opowieść o potędze miłości mimo wszystko. O powolnym uświadamianiu sobie, że dobra materialne wcale nie są istotne, że ważne są inne rzeczy. Bohaterowie powoli odkrywają samych siebie od nowa, nawet córka przyzwyczaja się do nowej sytuacji i docenia to co ma. Więcej – próbuje sobie radzić na własną rękę na przykład organizuję w szkole wymianę, żeby mieć nowe, fajne ubrania. Książka ta pokazuje czytelnikowi, że mimo wiatru w oczy nie należy się poddawać, załamywać, trzeba walczyć a wszystko wcześniej czy później się ułoży. Bardzo adekwatne tutaj jest przysłowie, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” i „nie wszystko złoto, co się świeci”. „Cudze jabłka” to książka o przełamywaniu swojej dumy i podejmowaniu działań poniżej swoich możliwości.  To książka o lęku przed jutrem, o strachu, o obłudzie i zakłamaniu, o tym jak wiele twarzy może mieć jedna osoba. Ale także o pięknej przyjaźni, która rodzi się tam gdzie się jej nie spodziewamy.
Dla mnie to ciepła i wyjątkowo pozytywnie nastrajająca powieść dająca nadzieję, niepozwalająca się poddawać. Mimo, że porusza bardzo trudne tematy sprawiała, że czasem uśmiechałam się pod nosem, ale często też płakałam. Skłania do przemyśleń a także do zastanowienia się nad tym, co by było gdyby to mnie spotkało?
Polecam tę książkę z całego serca. I myślę, że niezły byłby z niej film na jej podstawie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU LITERACKIE


środa, 26 sierpnia 2015

ROZDAWAJKA

Wydawnictwo zrobiło mi niespodziankę i przysłało mi egzemplarz finalny chociaż uważam, że to wcale nie jest potrzebne. Niemniej jednak bardzo się cieszę. I z uwagi na to, że mam dwie te same książki ogłaszam rozdawajkę. Tak na koniec wakacji. Do wygrania książka która ma jutro premierę. 


AGNIESZKA KRAKOWIAK - KONDRACKA "CUDZE JABŁKA"






Wystarczy zgłosić chęć posiadania książki w komentarzu i zostawić adres email. Rozdawajka kończy się 30.08.2015 o północy.




wtorek, 25 sierpnia 2015

239. TAM GDZIE NIE SIĘGA JUŻ CIEŃ



WYDAWNICTWO: Literackie
DATA WYDANIA: 22 kwietnia 2015
LICZBA STRON: 450
ISBN: 978-83-08-05522-9
 
 
 
Inka wiedzie poukładane życie. Nie myśli o przeszłości. Jednak pewnego dnia ona wraca do niej jak bumerang. Dziewczyna dostaje telegram od dawno niewidzianej a nawet niesłyszane ciotki Berty z jednym słowem Przyjedź. Mimo tego, że nikt prócz ciotki tam na dziewczynę nie czeka Inka rzuca wszystko i jedzie się z nią spotkać. Nie wie, co ma znaczyć ten telegram i co zastanie na miejscu. Okazuje się, że Berta jest umierająca i chce się z dziewczyną pożegnać. To ciotka wychowywała ją od najmłodszych lat aż do czasu, gdy jako nastolatka musiała uciekać z Jantarni. Teraz po wielu latach wraca by zmierzyć się z duchami przeszłości. Nie zdawała sobie sprawy, że będzie to aż tak trudne. W mieszkaniu Berty spotyka ją chłód, wrogość, nienawiść, pogarda. Czy Ince uda się być ponad to? Tylko miłość do umierającej ciotki trzyma ją na miejscu i kluczyk, dzięki któremu będzie mogła odkryć swoją tożsamość.
Z twórczością Hanny Kowalewskiej spotkałam się po raz pierwszy i nie zawiodłam się. Książka jest rewelacyjna. Zwala z nóg, wbija w podłogę, nie pozwala na długo o sobie zapomnieć. Wartka fabuła, barwnie wykreowane postaci (do dziś wspominam prawie stuletnią staruszkę sąsiadkę Berty) to wszystko sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. „Tam, gdzie nie sięga już cień” to niezwykle wnikliwe studium ludzkich charakterów, zachowań i ułomności. To bardzo piękna i mocna książka, rzadko kiedy mam przyjemność taką czytać. To książka o samotności, o potrzebie bliskości i czułości. O miłości i przyjaźni, której czasem jest aż w nadmiarze. O zdradzie, kłamstwie, tajemnicach, które najwyższy czas rozwiązać. O odkrywaniu siebie, o wyjaśnieniu niedomówień, o zawiści, nienawiści i okrucieństwie, które wynikają z nieznajomości sytuacji. Dzięki tej książce człowiek może zmierzyć się z tematem śmierci i jej nieuchronnością. Książka ta uczy wybaczania, radzenia sobie nawet w sytuacjach bez wyjścia, pokonywania własnych słabości, mierzenia się samemu ze sobą. Dzięki niej można uwierzyć, że zawsze kiedyś zaświeci nam słońce i że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
„Tam, gdzie nie sięga już cień” to książka, która poruszyła mną to głębi. Dotknęła nawet najgłębiej skrytych strun. Wywołała sporo emocji: złość, płacz, śmiech, niedowierzanie. Tę książkę trzeba przeczytać, nie można przejść obok niej obojętnie. Polecam z całego serca, na pewno zapadnie Wam w pamięci na długo.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU LITERACKIE   

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

WYWIAD






Już wkrótce premiera kolejnej książki Pani Agnieszki Krakowiak-Kondrackiejpod tytułem "Cudze jabłka". Zdradzę Wam w sekrecie, że książka jest rewelacyjna. Dziś zamieszczam wywiad z autorką. Niestety nie ja Go przeprowadziłam, ale wywiad jest świetny, zapraszam.






Grecka sielanka, nowa powieść i powidła

Za wyrazistych bohaterów i pasjonujące wątki kochają ją widzowie serialu „Na dobre i na złe”. Czytelniczki Agnieszka Krakowiak-Kondracka ujęła optymizmem i umiejętnością odwracania tragicznych sytuacje w zabawne.  Ta umiejętność sprawiła też, że jej debiutancka powieść znalazła się w półfinale Festiwalu Literatury Kobiecej i walczy o „Pazur”.

Agnieszka Minkiewicz: Bohater twojej nowej powieści „Cudze jabłka” popada w kłopoty finansowe, wchodząc w interes z Grekami, który nie wypala. Czy to pokłosie ostatnich wydarzeń, które przetoczyły się przez media?

Agnieszka Krakowiak-Kondracka: – Nie, kiedy tworzyłam szkielet dramaturgiczny tej książki, Grecja nie miała aż tak widowiskowych kłopotów. Nie mogłam przypuszczać, że przez jakiś czas media będą rozpoczynać wszystkie newsy od obrazków walki o dostęp do bankomatów. Nawet zastanawiałam się czy w ostatecznej korekcie nie uzupełnić greckiego wątku o dramatyczne, gospodarcze wydarzenia, żeby w pewien sposób podkręcały akcję.  Ale kiedy pisałam  „grecki wątek” wpływający na życie moich bohaterów, te wszystkie prawdziwe wydarzenia toczyły się  podskórnie. Jednym słowem – chyba trochę nakrakałam.

Dlaczego więc właśnie Grecja? Masz dobre wspomnienia związane z tym krajem?

– Wydawało mi się, że Grecja na zasadzie kontrastu pasuje do tego, co spotyka głównych bohaterów po powrocie do domu.  To kraj kojarzony z pewnym rodzajem sielanki. Ten spokój, myślenie o bliżej nieokreślonej przyszłości ze spokojem, to morze, te pomarańcze… I na tym bajkowym tle interes życia głównego bohatera. Wszystko się tak fajnie krystalizuje, aż tu nagle… łup… pryska bańka. Ale pierwsze sceny mogłyby się rozgrywać równie dobrze w każdym innym miejscu, gdzie życie zwalnia tempo. W Hiszpanii, południowej Francji czy w innym fantastycznym kraju. Mój bohater nagrabił sobie dużo wcześniej. Dopadła go pogoń za pieniędzmi, za kredytami;  to szaleństwo, żeby mieć wszystko, co nas otacza.

Ada, bohaterka twojej pierwszej powieści została sama i musiała zacisnąć pasa, żeby zapewnić córce lepszy start. Tutaj punkt wyjścia jest zupełnie inny. Mamy bohaterów, którzy dobrze żyją, stać ich na wiele i nagle znajdują się w zupełnie innej sytuacji. Skąd taki pomysł?

– Któż z nas nie ma problemów z finansami, z codzienną gonitwą? Czy wystarczy na kredyt, na naprawę lodówki, na szkołę dla dziecka…? Myślę, że wiele osób jest w takiej sytuacji, w której musi – jeśli nie zaciskać pasa – to ograniczać swoje potrzeby. A niestety od dobrobytu do ruiny droga bywa  krótka. Tym razem nie chciałam pisać wyłącznie o enklawie luksusu, jak w „ Jaku z niespodzianką” , ale wejść w problemy szerszej grupy osób. W dzisiejszych czasach pieniędzy nie wystarcza na wszystko, nawet jeśli ma się ich dużo. Z dnia na dzień rosną nasze potrzeby.  Chcemy więcej i więcej, zwłaszcza kiedy już udało nam się osiągnąć ten podstawowy poziom.  Nie lubimy się ograniczać, jeśli nie musimy. Już nie posyłamy dzieci do publicznych szkół, tylko do tych lepszych. Zamiast dziesięcioletniego samochodu, chcemy mieć nowy model.
Mój bohater starał się, aby jego rodzinie niczego nie brakowało, ale… życie na kredyt i z odroczonymi płatnościami może nieprzyjemnie zaskoczyć.  Kiedy wszystkie problemy finansowe się zbiegły,  jego firma nie wytrzymała. Bohater sięgnął finansowego dna.  Jedyny żywiciel rodziny….

To o tyle trudna sytuacja, że z luksusu nie tak łatwo zrezygnować…

– Do luksusu łatwo jest się przyzwyczaić.  Dlaczego mamy jeździć autobusem skoro możemy własnym samochodem . W drugą stronę ta przesiadka jest bolesna. Trudno się z nią pogodzić. Zamiast wakacji w Grecji musimy się zadowolić domkiem kempingowym, wyjazdem na działkę do rodziców. A wcześniej było tak fajnie.   
Ludzie często postrzegają nas przez pryzmat tego, co mamy. Grono naszych znajomych przyzwyczaja się, że bywamy w określonych miejscach, że jesteśmy w tej paczce, która wyjeżdża tu i tam, która kupuje to i to, która ubiera się w taki, a nie inny sposób. Ciężko się przyznać do problemów i wejść w inną rzeczywistość. Czasami ludzie wstydzą się powiedzieć: mam kłopoty finansowe, muszę zacząć oszczędzać, bo chcą być postrzegani jako inni, lepsi, bogatsi, luksusowi. „Mieć” to „być”. Mają na wszystko, dlatego że ciężko pracowali i zarobili. Stać ich.  A nagle okazuje się, że są „mniej warci”….I wtedy pojawiają się załamania, depresje, rozwody…

Stare przysłowie brzmi „prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Tak jest też z Ewą i Markiem…

– Niestety, w naszym szybkim świecie, coraz częściej nawiązujemy bardzo powierzchowne relacje. Często spłycają się do tego, że się bywa. Pogada się o pogodzie, wakacyjnych planach albo w pracy o pracy. Gdy nadchodzi prawdziwy kryzys, nie jest łatwo znaleźć kogoś, na kim można polegać, a jeszcze trudniej  przyznać się, że potrzebujemy pomocy. Słowa – „Słuchaj, mam kłopoty. Potrzebuję wsparcia i nie jestem w stanie w tej chwili się zrewanżować” – z trudem przechodzą nam przez gardło.  Kiedy nam się powodzi, to żeby nie popadać w jakieś zależności, wolimy kupować usługi.  Gdy pojawiają się kłopoty finansowe i nie stać nas na to, nagle trzeba sobie radzić samemu. Bo znajomi, z którymi dotąd rozprawialiśmy głównie o pogodzie, nie są ludźmi, którym można się zwierzyć. Wiele osób wraca wtedy do starych przyjaciół, których zna z czasów,  gdy pieniądze nie były jeszcze podstawowym budulcem relacji. To może być owocny powrót, bo zaczynamy po prostu ze sobą rozmawiać, przyznajemy się do porażek, dostajemy wparcie. I  często zaczynamy składać swoje życie na nowo.

Przy nieszczęściach, które spadają na głównych bohaterów twojej książki, Ewa zdaje się być optymistką do końca, wbrew temu, co obserwują czy myślą ludzie dokoła niej…

– Ewa na początku, kiedy dowiaduje się o swojej sytuacji finansowej i o krachu firmy Marka jest w szoku. Potem przychodzi poczucie winy, że żyła na rachunek swojego męża, że nie interesowała się sprawami finansowymi. Co prawda może się czuć usprawiedliwiona, bo zajmowała się dzieckiem, chciała stworzyć ognisko domowe, zapewnić swojej rodzinie bezpieczeństwo.  Teraz jednak robi rachunek sumienia  – może to było za mało? Wyrzuca sobie, że marnotrawiła czas, nie wykorzystała swoich szans, nie skończyła studiów, nigdy nie zaczęła szukać pracy.
Kiedy wszystko zaczyna się sypać, Dragonowie tracą mieszkanie, a Marek jest bliski załamania, Ewa postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.  Nie tylko chce finansowo ratować rodzinę, ale udowodnić sobie własną wartość. Chce pracować.  Nie jest to jednak takie proste. Okazuje się, że rynek jest bezwzględny, a nasze oczekiwania, co do tego, w jaki sposób możemy zarabiać na życie często mijają się z rzeczywistością. Ale nie poddaje się i znajduje sposób na podźwignięcie rodziny i siebie z dna.

Co było najtrudniejsze przy pisaniu „Cudzych jabłek”?

– Początkowo miałam wrażenie, że Ewa musi być bardziej zbuntowana, że powinna mieć więcej pretensji do swojego męża. Przecież Marek oszukiwał ją, ukrywając kłopoty. Trudno mi było wczuć się w sytuację kobiety, która, gdy wszystko się wali, chce mieć przy sobie takiego faceta.  
Zadawałam sobie pytanie: co ma spajać ich związek? Trudno było mi ułożyć ich relacje w taki sposób, żeby bohaterka nie wychodziła na jakąś dziumdzię, która wszystko wybaczy.  Z drugiej strony ma jednak tak wiele do stracenia. Rodzinę, córkę. Postawiłam więc na miłość i dojrzewanie bohaterki do samodzielności. Potem musiałam stworzyć takie przeszkody, żeby czytelnik dostał zaskakujące rozwiązania i żeby to nie była tylko opowieść o tym, że uczucie przetrwa wszelkie krachy. Chociaż ja liczę na to, że prawdziwa miłość pokonuje bariery i wytrzymuje mimo prób. Taką tezę sobie założyłam. Ale bywa przecież różnie.

To kolejna twoja książka, która porusza niełatwy temat. Ada z „Jajka z niespodzianką” czy Ewa z „Cudzych jabłek” znajdują się w sytuacji, w której nikomu z nas nie byłoby do śmiechu. A jednak przy każdej z tych książek nie raz możemy się szczerze roześmiać…

– Myślę, że z każdego upadku można się podnieść. A optymizm w pokonywaniu trudności na pewno pomaga. Jest nam łatwiej, kiedy myślimy, że jest wyjście z tego tunelu, że gdzieś tam jest światełko. To od nas zależy czy podejmujemy próbę, rozejrzymy się, żeby dostrzec szansę. Tak postrzegam rzeczywistość – nawet jak jest ciężko, to znajdzie się miejsce na odrobinę uśmiechu.  Trzeba wierzyć w odmianę losu. A jak się już złapiemy dobrej myśli, to nie należy puszczać, bo kiedy człowiek widzi świat wyłącznie w czarnych barwach, to nie doczeka happy endu.

Czy taką właśnie rolę rozśmieszaczy powinny spełniać książki w codziennym życiu?

– Chciałabym, żeby po przeczytaniu mojej książki czytelnik był w lepszym humorze, niż przed lekturą. Żeby miał nadzieję, że przezwycięży i własne problemy.  Może spojrzy na swoje życie z innej perspektywy i zastanowi się nad własnym niewykorzystywanym dotąd talentem? Mam nadzieję, że „Cudze jabłka” to taka książka, która pomaga wyruszyć w nową drogę z nowym plecakiem, może ciut lżejszym.

Osoby, które czytały „Jajko z niespodzianką” z pewnością ucieszy wiadomość, że w „Cudzych jabłkach” nie zabraknie też Ady…

–  Nie mogłam się od niej uwolnić (śmiech). Po pierwszej książce wielu czytelników dzieliło się ze mną obawami, że ten bajkowy romans Ady nie ma szansy przetrwać. A ja lubię bajki i polubiłam też tę parę, z która spędziłam tyle dni przy komputerze. Gdyby to był serial, musiałabym im szybko  pokomplikować życie, bo szczęście fatalnie się filmuje, ale w książce, zwłaszcza w pobocznym wątku, mogę sobie pozwolić, by ta bajka trwała. Dalsze losy Ady to oczywiście maleńki epizod w tej całej historii, ale pokazuje nowy rys w jej życiu. To taki mały bonus dla tych, którzy czytali moją pierwszą książkę. Ale nie trzeba znać bohaterki, żeby polubić i przeczytać „Cudze jabłka”.

Bohaterowie „Cudzych jabłek” mają też problemy natury zdrowotnej. To pokłosie serialu „Na dobre i na złe”?

–  Po blisko pięciuset historiach medycznych, które tworzyłam lub współtworzyłam w serialu,  to silniejsze ode mnie (śmiech). W książce są dwa małe wątki medyczne. Jeden związany z główną bohaterką, drugi z jej oponentką. Ta medycyna gdzieś tam zawsze musi chyba zaistnieć w moich książkach, bo była dla mnie treścią życia przez naście lat! Będę się starała tego trzymać, bo nic nie daje autorowi takiej wrednej satysfakcji, jak możliwość odwrócenia sytuacji złej w dobrą albo odwrotnie.

Ale w „Cudzych jabłkach” sytuacje złe obracają się w dobre i na tym koniec?

– Ja się do horroru nie nadaję. Do kryminału też nie. Za dużo w życiu trudnych chwili, żeby nimi epatować w lekturze dla rozrywki. Myślę, że ludzie potrzebują optymizmu w życiu, a ja bardzo chciałabym, żeby go nikomu nie brakowało.

Czy w tej książce pojawiają się wątki, które mogą być punktem wyjścia do kolejnej powieści?

– Nie kuś! Owszem, mam taki pomysł. Jest sytuacja, od której chciałabym się odbić. Taki zaczep do trzeciej książki, w której – w tle głównego wątku – zbiegłyby się losy bohaterek z poprzednich dwóch powieści. Cos już tam sobie układam.  Najpierw jednak „Cudze jabłka” muszą spodobać się czytelnikom. Nie chcę być pisarką „na siłę”. Jeśli nie, to będę musiała żyć z niezrealizowanymi przygodami wymyślonych postaci we własnej głowie.

Podobno pisanie tak cię wciągnęło, że planujesz urlop od serialu?

– Tak długo żyłam z medycyną w domu i w zagrodzie, że nie mogę już tego ciągnąć z takim  entuzjazmem, jak dotąd. Myślę, że tak, jak u mojej bohaterki – no może uda mi się uniknąć aż takiego krachu finansowego – przychodzi pora na zmiany. Chcę czegoś nowego. Życie z serialem przez naście lat z taką liczbą bohaterów i wątków, takimi terminami realizacyjnymi, bywa wyczerpujące. Chciałabym zmienić coś u siebie, przez chwilę odsapnąć…

…i wyjechać na przykład do Grecji?

– Tak, najlepiej, co najmniej na pół roku (śmiech). To byłoby niezłe.  Ale na razie zostanę tutaj i zobaczymy, co czas pokaże. Myślę, że mam tutaj jeszcze parę rzeczy do zrobienia zanim zacznę refleksyjnie patrzeć na jakieś morze i zachody słońca. Mam już konkretny plan na urlop. Najpierw fabuła, potem nowa książka. Dżem z moreli. Komedia. Pomysł na krótki serial.  No…, może jeszcze powidła (śmiech).