poniedziałek, 30 grudnia 2013

DO ZOBACZENIA W 2014 ROKU

Kurczę znów jakaś niemoc. Na kartce mi się pisze super: 4 recenzje już jest (Meandry miłości, Długa zima w N. Suknia ślubna i Przywróceni), ale nijak nie chce mi się ich przelać na komputer. W ogóle ostatnio mam wstręt do komputera, dostęp przez telefon całkowicie mi wystarcza. Może to tylko chwilowe, po Nowym Roku pewnie przejdzie.


poniedziałek, 23 grudnia 2013

piątek, 20 grudnia 2013

164. DROGA DO MARZEŃ


WYDAWNICTWO: Feria
DATA WYDANIA:  9 października 2013  
LICZBA STRON: 304



Z twórczością Krystyny Mirek miałam do czynienia po raz pierwszy.  I jestem bardzo mile zaskoczona. Choć początkowo myślałam, że nie uda mi się przeczytać „Drogi do marzeń”. Mam taki głupi nawyk, że po przeczytaniu kilku stron zaglądam na ostatnią i czytam zakończenie. Tutaj to był niewybaczalny błąd, bo ostatnia strona zdradziła praktycznie wszystkie sekrety. Okropnie byłam zła na siebie. Ale po ochłonięciu, przeczekaniu kilku dni, udało się – przeczytałam. I jestem zachwycona.
„Droga do marzeń” to historia dwóch kobiet, które wydawałoby się, nie mają ze sobą nic wspólnego.
 Anna – nauczycielka, matka trójki nastoletnich dzieci. Z mężem jest bardziej z przyzwyczajenia niż z miłości. Apodyktyczna, nie znosi sprzeciwu, dyktuje domownikom co mają robić. Anna nosi w sobie przeogromny ból i ciężar. Wspomnienie z przeszłości, które ciąży na całej rodzinie. Dzieci chcą by matka uporała się sama ze sobą. Mąż też nie wytrzymuje i podejmuje najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Przedtem postanawia pomóc żonie w rozwikłaniu tajemnicy.
Konstancja – rozpuszczona jedynaczka, która ma wszystko, czego zapragnie. Nie liczy się z niczym i nikim. Wszystkich traktuje z góry, lekceważy. Jej nastawienie do życia diametralnie się zmienia w dniu, gdy Konstancja wszystko traci. Dosłownie. Zostało jej tylko to co ma w plecaku, ubrania na sobie i telefon. Gotówki brak, a karty zablokowane.  Zmuszona jest spać na dworcu. Najboleśniejsze dla Konstancji jest to, że „przyjaciele”, których miała mnóstwo, gdy była bogata, teraz odsunęli się od niej.
Mimo to dziewczyna nie poddaje się. Postanawia udowodnić sobie, rodzinie, a przede wszystkim zadufanym w sobie eks przyjaciołom, że jest coś warta. Że nie jest tylko plastikową lalką, która do niczego się nie nadaje. Konstancja postanawia zawalczyć o swoje marzenie. Chce otworzyć restaurację ze zdrową żywnością. Przyjaciel puka się w czoło. Przecież Konstancja nie ma nic, porywa się z motyką na słońce.
Czy Konstancji uda się zrealizować ten śmiały plan? Czy ktoś jej w tym pomoże czy dokona tego sama? Jak swój problem rozwiąże Anna? Czy posłucha dzieci i z innej strony spojrzy na męża? Czy zmieni podejście do życia i trochę odpuści?
„Droga do marzeń” to książka o tym jak niemożliwe staje się rzeczywistością. O przejrzeniu na oczy i uświadomieniu sobie, co w życiu jest naprawdę ważne. O niezwyklej zaciętości, determinacji i odwadze. O sile uczuć, niezwykle silnych charakterach i radzeniu sobie z przeciwnościami losu. To książka niezwykła. Daje ludziom wiarę w siebie, odwagę by móc coś zmienić, wreszcie siłę do działania.
Bardzo polubiłam bohaterów tej książki. Szczególną sympatią darzę Konstancję – mądrą, silną, odważną kobietę, która wie, czego chce od życia. Której miłość do drugiego człowieka jest niezmiernie silna.
Konstancja, mimo, że straciła wszystko zyskała bardzo wiele. Dużo więcej niż miała. Prawdziwą, kochającą rodzinę i przyjaciół.


Książkę tę przeczytałam dzięki WYDAWNICTWU FEERIA I PORTALOWI CZYTAJMY POLSKICH AUTORÓW



wtorek, 17 grudnia 2013

163. BEZDOMNA



WYDAWNICTWO: Znak
DATA WYDANIA: 3 czerwca 2013  
LICZBA STRON: 256
ISBN: 9788324024025
 
 
 
Tytułową Bezdomną jest Kinga niegdyś dobrze zarabiająca, spełniająca się w swojej pracy żona, teraz od roku już, kobieta na dnie, na skraju upadku i wyczerpania psychicznego.
W Wigilijną Noc Kinga postanawia się zabić. Raz na zawsze ukarać się za swój czyn, choć karze się każdego dnia. Ale teraz chce skończyć ze sobą definitywnie. Połyka już nawet przygotowaną na tę okazję dawkę leków, ale kto jej przeszkadza w osiągnięciu celu.  Najpierw jest to kot, który przywędrował w ślad za Kingą do śmietnika, a zaraz potem Joanna, która właśnie postanowiła wyrzucić śmieci. Strasznie ją zaskakuje widok kobiety w śmietniku jednak niewiele myśląc Joanna zaprasza Kingę do siebie. Przecież jest samotna, bo w konsekwencji pewnych zdarzeń najbliżsi się od niej odwrócili. Nie domyśla się nawet, że Kinga ją zna i to z tej najgorszej strony. Nie zdaje sobie też sprawy z tego, jaki wpływ spotkanie Kingi i znajomość z nią wpłyną na losy Joanny. Że od tej pory już nic nie będzie takie samo jak kiedyś.
Kinga z pewną opieszałością, ociąganiem i nieufnością przyjmuje zaproszenie. Zabiera ze sobą kota. Jednak niedane jest jej zasiąść do wieczerzy wigilijnej. Po kąpieli jest tak wyczerpana, że zasypia i śpi przez dwa dni, A gdy się budzi kobiety zaczynają ze sobą rozmawiać. Wyjawiają sobie swoje najskrytsze sekrety. Jednak prawdziwa spowiedź ma dopiero nastąpić.
Joanna wyciąga do Kingi pomocną dłoń. Wynajmuje jej mieszkanie, znajduje pracę. Można pomyśleć dobra dusza, kobieta anioł. Nic bardziej mylnego. Joanna, dziennikarka z doskoku ma nadzieję napisać artykuł życia z a który zostanie nagrodzona. Właśnie dzięki Kindze. A Kinga wkrótce staje się tak silna i tak pewnie stoi na nogach, że postanawia odzyskać, chociaż namiastkę swojego życia. Nie wie, że wkrótce jej nowe życie jak domek z kart. I to za sprawą przyjaciółki i jej artykułu, na który przecież wyraziła zgodę.
Jak potoczą się losy dziewczyn? Czy uda im się osiągnąć zamierzone cele? Jakie tajemnice przed światem skrywa Kinga? Co skłoniło ją do próby samobójczej? A Joanna? Jak naprawdę jest? Ja Wam tego nie powiem. Przekonajcie się sami czytając „Bezdomną”.
„Bezdomna” to druga książka z tych trudnych i bardziej ciężkich i kolejna (nie wiem już która) tej autorki, jaką przeczytałam. Znając prozę Katarzyny Michalak wiemy, że pisze Ona bardzo różnorodnie. Wiele spodziewałam się po tej książce dobrego i nie zawiodłam się. Choć muszę stwierdzić, że chyba jest trochę przereklamowana. W pewnym momencie mojego czytania utknęłam, miałam chwilę zwątpienia, zadałam sobie pytanie: co to jest? To nie jest „moja” Michalak.
Książka ta niesie w sobie bardzo mocny przekaz naładowany silnymi emocjami. Trochę przeszkadzało mi tak konkretne, precyzyjne określenie chorób psychicznych. Myślę, że czytelnikowi, zwykłemu laikowi wystarczyłoby tylko „liźnięcie tematu”. Zmęczył mnie też dokładny opis tego, co działo się w głowie Kingi podczas jej choroby. Ale autorka wyszła z tego wszystkiego obronną ręką. Zaskoczyła mnie odwagą w poruszeniu tak trudnego tematu. Depresja, przeradzająca się w bardzo trudną chorobę psychiczną i jej tragiczne konsekwencje. Problem poruszony w tej książce dawniej był spychany w kąt, nikt o nim nie mówił.  Teraz często widzi światło dzienne i nieodmiennie bulwersuje. Denerwujący jest jednak fakt, że matki, które dokonały zbrodni w wyniku choroby i te, które zrobiły to z zimną krwią nie powinny być wrzucane do jednego worka. A przecież nie powinno tak być.
Katarzyna Michalak w sposób dosadny pokazuje, jakie naprawdę jest nasze społeczeństwo. Że ludzie dla pięciu minut sławy i oczywiście dla pieniędzy potrafią zniszczyć komuś życie. I w ogóle się tym nie przejmują. Wręcz przeciwnie, jeszcze się śmieją i mają satysfakcję z tego, że kogoś zgnoili. I nawet najbliższa rodzina odwraca się od córki, aby zachować pozory, by nie być potępionymi razem z nią. Nie ważne są jej uczucia, to, że córka potrzebuje matki w tych najtrudniejszych dla siebie chwilach. Nie ma nikogo.
Ale żeby nie było aż tak wszystko na nie. To też książka o przyjaźni bardzo pięknej, z której obie dziewczyny nie zdają sobie sprawy. Dopiero, gdy jest już za późno na jakiekolwiek ruchy uświadamiają to sobie.
Katarzyna Michalak porusza w swojej książce temat, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Choć z początku książka mnie denerwowała, później nie mogłam się od niej oderwać. Strasznie ryczałam, na chwilę musiałam ją odkładać by się uspokoić i znów do niej wracałam. „Bezdomna” to bardzo dobra książka tej autorki. Jest poważna, mocna, prawdziwa, szczera aż do bólu całkiem inna niż jej poprzednie powieści.
   

czwartek, 12 grudnia 2013

Wkrótce konkurs :)

Mam 96 obserwujących, 29 818 ludzi odwiedziło mój blog, stronę na facebooku polubiło 192 osoby. Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna. Tak sobie pomyślałam. Jak osiągnę 100 obserwatorów, 30 000 wejść, 200 polubień ogłoszę konkurs. Z racji tego że to 3 liczby będzie trzy książki do wygrania :) Zaglądajcie więc, obserwujcie i lajkujcie. Mam Was na oku jak mówi moja Zośka :)




środa, 11 grudnia 2013

Nie do pomyślenia :(

Z pisarką Panią Katarzyną Enerlich znamy się poprzez facebooka. Wczoraj przeglądając swój profil zauważałam wpis tejże autorki że zbliża się do Stalowej Woli na spotkanie. No ja takiej okazji przepuścić nie mogłam tym bardziej, że Pani Kasia jest krajanką mojego taty. Przekopałam internet wzdłuż i wszerz jednak nigdzie informacji o żadnym spotkaniu nie było. Nie zrażona tym zadzwoniłam do biblioteki. Miła Pani poinformowała mnie że spotkanie jest w "nowej bibliotece".
 Umówiłam się z Kasią, pani Katarzynie obiecałyśmy że będziemy. wszystko dopięte na ostatni guzik. Dziś rano wcześniej wysłałam dzieci do szkół coby się na autobus nie spóźnić i pojechałam. Z dworca odebrała mnie Kasia i poszłyśmy. Jakże wielce byłyśmy zdumione gdy na drzwiach biblioteki było napisane nieczynna. Postałyśmy chwilę aż wyszedł do nas ochroniarz. Powiedział, że wejście tylko z zaproszeniami. Normalnie w szoku byłyśmy. Zrobiłyśmy odwrót. Kasia pokazała mi swoją ulubioną księgarnię, dała mi piękny prezent, pogadałyśmy chwilę i pojechałam do domu. W domu pożaliłam się Pani Kasi , a ona w ciężkim szoku że nas nie wpuścili. Prosiła żebyśmy przyszły do niej. Niestety ja nie miałam już szans. Nie obróciłabym autobusem w tą i s powrotem  do 15 :(
Dobijam do brzegu :) U Kasi na blogu czytałam że to była impreza z prezydentem i w ogóle z wielką pompą. Dobrze mogli sobie poświętować ich prawo. Ale czemu nikt nie pomyślał żeby po tych wszystkich odznaczeniach, wyróżnieniach, przemówieniach resztę imprezy poświęcić także dla czytelników. Przecież ta biblioteka jest głównie dla czytelników  a nie dla Pań tam pracujących i dla Prezydenta. Dla mnie to skandal jest. Kolejny raz władza pokazuje się że my zwykli obywatele jesteśmy dla nich niczym. Ale zobaczycie co będzie się działo w przyszłym roku przed wyborami. Wtedy znów będziemy ważni bo przecież każdy głos się liczy w starcie do wygranej. Znów będą rozdawać cukierki a nawet żywe kury by tylko zyskać podpis na liście. A ja wtedy pokaże gest Kozakiewicza i nie pójdę na żadne wybory. Jak tak mnie władza traktuje to ja tak samo potraktuje ją. Mój prezydent też od razu po wyborach przestał się do mnie odzywać po co przecież już jestem mu niepotrzebna, przecież już wygrał. 
W naszym regionie jest strasznie mało spotkań autorskich, nie wiem z czego to wynika. Ale ja mam taki pomysł: gdy będzie następne spotkanie z nawet najwspanialszym autorem nie idźmy, niech będzie pusta sala, tylko organizator i zaproszony gość i puste krzesła. 

wtorek, 10 grudnia 2013

162. ZAKRĘCONE ŻYCIE MADZI KOCIOŁEK



WYDAWNICTWO: Szara Godzina
DATA WYDANIA: 17 września 2013  
LICZBA STRON: 240
ISBN: 9788364312014
 
 
Madzia ma 35 lat, pracuje w przedsiębiorstwie transportowym, jako pracownik biurowy. Mieszka z rodzicami i bratem. Jest życiową niemotą, ofiarą losu. Nie ma przyjaciół ani chłopaka. Nie dba o siebie, ubiera się szaroburo, od lat ma tę samą fryzurę. Jeśli coś złego ma się zdarzyć możemy być pewni, że zdarzy się właśnie Madzi. Pewnego dnia na drodze Madzi staje koleżanka z pracy, która szybko mianuje się jej przyjaciółką. Pomaga jej odmienić życie o 360 stopni. Czy na lepsze? Czy o taki efekt Madzi chodziło? Z drugiej strony w głowie dziewczyny pojawia się głos sumienia, który całkiem sensownie jej podpowiada, co ma robić. Pierwszym zaleceniem jest zrobienie dwóch list: sukcesów i porażek. Jak na razie większość zapisanych miejsc jest po stronie porażek. Madzia bierze ster w swoje ręce. Dzięki Wioletce całkowicie zmienia swój wygląd i styl ubierania. Niestety przegina w drugą stronę. Poza tym zbiera się wreszcie na odwagę by zaczepić kolegę z pracy, który od dawna jej się podoba. W pracy coraz lepiej jej się powodzi, w domu też nie najgorzej. Jednak takie życie Madzi zaczyna ciążyć. Wręcz prowadzi do katastrofy. Główna bohaterka marzy o tym by zniknąć. Co robić zadaje sobie pytanie Madzia. Jak wypośrodkować swoje życie? Czy uda jej się być wreszcie szczęśliwą?
Szczerze przyznam, że z początku nie byłam zachwyconą tą książką. Wręcz mogę powiedzieć, że w ogóle mi się nie podobała. Nie, nie chodzi o fabułę. Chodzi o styl, konwencję, w jakiej napisane jest „Zakręcone życie Madzi Kociołek”. Ale gdy tak porządnie się wczytałam, przyzwyczaiłam się i przestało mi to przeszkadzać. Może dlatego że później wtrącenia autorki czy głosu sumienia nie pojawiały się tak często.
Książka Edyty Świętek tylko z pozoru wydaje się lekkim czytadłem na leniwe popołudnie. Gdy wczyta się w treść i trochę zastanowi można dojść do bardzo ciekawych wniosków. Z jednej strony bawi, z drugiej skłania do zastanowienia się nad sobą.
Postać Madzi Kociołek jest satyryczna, dość mocno przerysowana. Jest to oczywiście efekt zamierzony autorki, która w ten sposób chce nam dać coś do zrozumienia. Dzięki głównej bohaterce dowiadujemy się, że nie zawsze bliscy i przyjaciele chcą dla nas jak najlepiej. Czasem całkiem obca osoba potrafi mądrze doradzić i podać pomocną dłoń. Że posiadaniu konta na portalu społecznościowym może prowadzić do zguby szczególnie wtedy, gdy nieumiejętnie się nim zarządza. Że ludzie oceniają po pozorach, po wyglądzie zewnętrznym a nie na podstawie tego, jacy naprawdę jesteśmy w środku. Tak naprawdę nawet nie próbują nas poznać. Dowiadujemy się też, że zawiść i zazdrość nie znają granic. Z drugiej strony dowiadujemy się, że przecież tak niewiele potrzeba by być szczęśliwą. Wystarczy życzliwość kogoś z otoczenia, dobra rada, uśmiech i trochę asertywności, której tak wielu z nas brakuje, na co dzień.
„Zakręcone życie Madzi Kociołek” to wspaniała książka, choć moje początki z nią były trudne. Niesie w sobie przesłanie dla zakompleksionych szarych myszek, aby uwierzyły w siebie, bo naprawdę są wiele warte, wystarczy chcieć i trochę się otworzyć na świat. Ale także dla plastikowych pustych lal, że wygląd zewnętrzny to nie wszystko i że trzeba popracować nad swoim wnętrzem by być lepszym człowiekiem. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU SZARA GODZINA.




 
 

czwartek, 28 listopada 2013

161. ZAMEK Z PIASKU



WYDAWNICTWO: Filia
DATA WYDANIA: 23 października 2013  
LICZBA STRON: 284
ISBN: 9788363622305

Weronika i Marek to miłość ze szkolnej ławy. Taka na dobre i na złe. Na zawsze? Po wielu latach znajomości młodzi decydują się na ślub, urządzają się we własnym gniazdku. Do szczęścia brakuje im tylko małej kruszynki.  Starają się o nią bardzo. Z czasem starania te przeradzają się w obsesje ze strony Weroniki, a Marek? Marek czuje się odrzucony, odstawiony na boczny tor. Odnosi wrażenie, że jest tylko rzeczą, maszyną do robienia dzieci, która wykonała zadanie i już jest niepotrzebna. Sygnalizuje swoje odczucia Weronice, ale ona go nie słucha, nie rozumie o czym on w ogóle mówi. Przecież ona chce być tylko matką, czy to tak wiele? Małżonkowie oddalają się od siebie. Pewnego dnia Weronika spotyka na plaży chłopaka, który szybko staje się jej przyjacielem. Spotykają się ze sobą, piszą smsy, mejlują. Dzięki rozmowom z Kuba Weronika otwiera oczy i uświadamia sobie wiele spraw. Ale to nie jest takie niewinne jak się wydaje. Przyjaciele wkraczają na coraz bardziej niebezpieczne tory.
Jak zakończy się ten trójkąt? Czy Marek wytrzyma presję ze strony żony czy rzuci wszystko w diabły? Oj musicie przeczytać – koniecznie. Nie ma innej opcji.
„Zamek z piasku” to bardzo emocjonalna książka. Ktoś może powiedzieć” historia jak każda inna. Nic bardziej mylnego. Bo Magdalena Witkiewicz opowiedziała ją w rewelacyjny sposób. Czytając wcześniejsze książki tej autorki można się było spodziewać po tej książce naprawdę wiele, ale nie myślałam, że będzie to aż taka bomba naładowana mnóstwem uczuć i emocji. Lektura ta pokazuje nam jak wiele kobieta może poświęcić dla osiągnięcia swojego wymarzonego celu – dziecka. Ujawnia też całą gamę uczuć, jakie towarzyszą Weronice podczas starań. Jej wahania, rozterki, trudne decyzje i wybory. Gdy wszystko zawodzi dziewczyna o swoje niepowodzenia obwinia wszystkich wokoło: rodzinę, przyjaciół, szczęśliwe matki z wózkami na ulicy, te, którym zajście w ciąże w przychodziły z wielką łatwością, ale przede wszystkim siebie.
„Zamek z piasku” to książka, która porusza bardzo ciężki i trudny problem coraz częściej spotykany w naszym społeczeństwie. Ale mówienie o tym i to w taki sposób jak Witkiewicz jest bardzo potrzebne. Może otworzy oczy kobietom, które mają te same problemy co Weronika. Może pozwoli się zastanowić, spojrzeć na wszystko inaczej, traktować męża jak partnera i kompana do rozmów. Oprócz współczucia, podziwu książka ta wywołała we mnie gniew na główną bohaterkę za to, że zachowywała się tak egoistycznie nie zważając na to co czują inni. Ale też radość, że w pewnym momencie uświadomiła sobie to co powinna i wreszcie przejrzała na oczy.
Książka ta długo nie da o sobie zapomnieć szczególnie tym, których w jakiś sposób ten problem dotknął. Mnie uświadomiła ona, że czasem warto spojrzeć na swoje kłopoty, nie tylko te poruszane w książce, ale te każde inne, z boku lub z punktu widzenia osoby niezaangażowanej. Ze warto się zdystansować na jakiś czas i poszukać innych rozwiązań, bo na pewno takie są.
Magdalena Witkiewicz z każdą kolejną książką zaskakuje mnie coraz bardziej. Ta napisana jest z niezwykłą precyzją. Strasznie podobało mi się, że każdy rozdział rozpoczynał się fragmentem piosenki, który doskonale obrazował wydarzenia. „Zamek z piasku” wywołała u mnie potok łez, e tam nie potok a lawinę. A oczy robiły mi się wilgotne na myśl o bohaterach tej książki jeszcze długo po jej przeczytaniu. Każda postać jest zbudowana w sposób bardzo precyzyjny. Tu nic nie ma prawa nie zagrać. Podobnie jak książka jej bohaterowie są niezwykle realistyczni. Czytając ją czułam jakbym była świadkiem tych wydarzeń. Naprawdę. Książka ta porusza najczulsze strony w czytelniku, potrząsa nim, ale też daje nadzieję. Nadzieję na to, że prawdziwa miłość istnieje naprawdę mimo wszystko. Nadzieję na to, że nawet, gdy nasz zamek z piasku kiedyś runie i wydaje się niemożliwe odbudowanie go, to jednak powstaje nowy, piękniejszy i niezwykle trwały.
    
 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości WYDAWNICTWA FILIA.